Automatyka i sport
Paweł Urbańczyk
Dlaczego wybrałeś Zespół Szkół Łączności?
Pochodzę z Tarnowskich Gór, jednak po skończeniu szkoły podstawowej zdecydowałem się na codzienne dojeżdżanie do ZSŁ w Gliwicach. Dlaczego? Wybrało ją dwóch moich rocznikowo starszych kolegów, którzy byli jednymi z najlepszych uczniów naszej szkoły. Zasięgnąłem ich opinii - wysoko oceniali poziom nauki, wyposażenie sal i laboratoriów oraz - co najważniejsze - podmiotowe podejście nauczycieli do uczniów. Te trzy argumenty przesądziły o moim wyborze. O ich prawdziwości przekonały mnie kolejne lata nauki.
Jak wiedza i doświadczenie zdobyte w ZSŁ przydają Ci się w codziennej pracy?
Naukę w Zespole Szkół Łączności mogę śmiało nazwać bardzo dobrym fundamentem pod kontynuowanie dalszej nauki na jakiejkolwiek wyższej uczelni technicznej. Bez żadnych problemów zdałem egzaminy wstępne z matematyki na Politechnikę Śląską. Dzięki pedagogom, którzy przekazywali mi wiedzę w ZSŁ, wypracowałem umiejętności takie jak systematyczne podejście do nauki, konsekwencję w dążeniu do celu czy też czynną zadaniowo postawę w konfrontacji z praktycznymi problemami technicznymi, z którymi wielokrotnie zetknąłem się w czasie laboratoriów. To wszystko bardzo pomogło mi w zaliczeniu najtrudniejszych sesji na Wydziale Automatyki Elektroniki i Informatyki. Mogę powiedzieć, że podobnie jak w czasie studiów, obecnie moja praca w zawodzie automatyka opiera się na szkielecie fundamentalnych umiejętności zdobytych w ZSŁ. Systematyka jest nieodzowna w planowaniu i ewaluacji kolejnych etapów projektu, konsekwencja jest niezbędna do realizacji założonych celów zawodowych, a czynna postawa w stosunku do problemów technicznych to esencja pracy automatyka. W tym zawodzie człowiek styka się non-stop z czymś, co nie działa. Po godzinach podmiotowe podejście do ucznia, z jakim spotkałem się w czasie nauki w technikum, pomaga mi lepiej dotrzeć do zawodników, którym pomagam kształtować proces treningowy.
Najciekawsze) wspomnienie z czasów nauki w Zespole Szkół Łączności?
Jedno z najmilszych i zarazem najzabawniejszych moich wspomnień łączy się z ostatnią wigilią w Zespole Szkół Łączności. To był piąty rok, byliśmy na progu nowego etapu naszego życia, jakim miały być studia. Nasza klasa była już wtedy naprawdę wspaniale ze sobą zintegrowana. Po tym, jak złożyliśmy sobie wigilijne życzenia, przygotowaliśmy coś w charakterze teleturnieju „Jeden z Dziesięciu”. Ideą gry była eliminacja, która zachodziła przez zadawanie przez uczestników sobie nawzajem pytań. Ich autorami była cała klasa (łącznie z wychowawcą), a w związku z tym tematyka pytań była ograniczona jedynie naszą młodzieńczą wyobraźnią i poziomem hormonów. Kto nie potrafił odpowiedzieć, tracił szanse, aż w końcu odpadał z gry. W szranki oprócz nas stanęli również zaproszeni specjalnie na tą okazję nauczyciele. Doszło naprawdę do emocjonującej i momentami zaciekłej konfrontacji. Do klasy zajrzał nawet w pewnym momencie dyrektor szkoły, gdyż salwy śmiechu pomimo zamkniętych drzwi niosły się po korytarzu. Nigdy tego nie zapomnę i chyba w życiu lepiej się nie bawiłem.